Wiedza chce być wolna. Czy proste kursy online zginą?

Jacek Wolniewicz Master teacher
Jacek Wolniewicz Master teacher
Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Nie bądź jak Google – czyli jak przygotować treści w swoim kursie online? CZĘŚĆ 1.

Zanim zaczniesz myśleć o swoim temacie i o super sposobach nagrania i promocji kursu, chcę Ci zwrócić uwagę na coś, co albo pomoże Ci tylko zdrenować kieszeń, albo wystrzeli przychody z kursów online w kosmos.

 

Czy wiesz, że na rynku kursów online dominują dwie opcje?

Pierwsza jest bardzo szeroko propagowana przez wielu marketerów jako szybka, prosta, dochodowa i zautomatyzowana. To kursy w stylu poradnikowym, instruktażowym, pokazujące logicznie krok po kroku jakiś proces – często techniczny. Taki kurs zawiera poukładaną nagraną wiedzę w danym temacie i pokazuje, co po kolei masz zrobić. Zrobisz go bardzo szybko. Nazywam to kursem wiedzowym. Nawet nie trzeba być ekspertem w danej dziedzinie, bo nie trzeba prowadzić konsultacji i ryzykować ujawnieniem braków w swojej wiedzy.

 

Ale poradniki też trzeba umieć pisać. Wyobraź sobie powrót do ławek szkolnych i nauczyciela fizyki, który na początku roku szkolnego rozdaje opasłe podręczniki. Po czym mówi „Tu jest wszystko. Proszę się nauczyć i widzimy się na teście za pół roku. Do widzenia się z Państwem”. Czujesz to? Co zrobisz, gdy utkniesz? Nie masz kogo zapytać. Zaczynasz szukać w Google i okazuje się, że tam jest wszystko. Może grozi Ci sporo szukania, ale jest wszystko i to za free! Google rulez. Jednak nie masz cały czas opcji weryfikacji swoich wątpliwości. Z nauką zmagasz się samemu. Do tego okazuje się, że takich podręczników do fizyki są tysiące.

 

I tak zaczynają się czuć kursanci w kursach poradnikowych. Potrzebują informacji? Mają Google. Odłóż na bok argumenty twórców, że siłą ich kursów jest to, że oszczędza czas na szukaniu darmowych treści i zawiera esencję rozwiązań. Naprawdę wszyscy mają za to płacić? Chcesz poszukać darmowych PDF? Wpisz wyszukiwarkę potrzebne ci hasło i dodaj na końcu filetype:pdf. Na 100% znajdziesz wiele niezabezpieczonych, ale gotowych do nauki treści.

 

Nie ma sprawy, da się w tym modelu też sporo zarobić. Jednak musisz mieć już potężną społeczność, do której możesz dotrzeć, a twój temat musi być bardzo uniwersalny. Wtedy można. Ale i tak za chwilę pojawią się klony lub kopie twoich treści. Niestety, ale w naszym kraju wciąż własność intelektualna nikogo nie obchodzi i ludzie kradną na potęgę treści.
Zaobserwowałem powolny „zjazd” rynku opartego o ten model. Jeden z moich mentorów edukacji online nazywa to „wchodzeniem kursów online w Korytarz Rozczarowania. Kursy tego typu robi się łatwo, ale ten świat zmierza w kierunku spadających sprzedaży, zwrotów, skarg klientów.”
Wydaje misie, że w drugim roku pandemii – tak to się będzie działo.

 

Wysyp twórców i pseudo edukatorów, rosnące koszty promocji (po zmianach algorytmów Facebooka), spadające praktycznie do minimum zasięgi w social mediach darmowych treści – to powoduje, że propagowany przez marketerów „przychód pasywny” się nie wydarzy. Tym bardziej że sygnały dotyczące rozwoju rynku jeszcze przed pandemią były jasne. Jeżeli jesteś „dłubaczem”, to tutaj znajdziesz jeden z raportów o rynku – jeszcze sprzed pandemii (niestety w wersji angielskiej)

Rozważ to o czym wspominałem o opcji poradnikowej myśląc o swoim pierwszym kursie.

 

 

O drugiej opcji – kursach i programach rozwojowych, za które ludzie chcą płacić więcej i nikt Ci nie ukradnie contentu, napiszę w kolejnym wpisie.

Tam też pokażę, jak można sprytniej – niż robi to 90% osób zaczynających przygodę z tworzenie, kursów online.

Do zobaczenia Jacek

 

ZOSTAW KOMENTARZ