Nadchodzi gruba zmiana w formatach kursów i szkoleń online i warto się temu przyjrzeć już teraz

Jacek Wolniewicz Master teacher
Jacek Wolniewicz Master teacher
Share on facebook
Share on linkedin
Share on twitter

Jeżeli jesteś trenerem kompetencji biznesowych, miękkich, coachem lub pasjonatem - twórcą kursów online, to ten tekst powinien być bardzo pomocny dla Ciebie w ustalaniu strategii zarabiania na swojej wiedzy od 2022.


Nadchodzi gruba zmiana w formatach kursów i szkoleń online i warto się temu przyjrzeć już teraz. Została określona przez branżę jako czwarta fala. (i nie chodzi Covid)

Wygrzebałem przez  trochę ciekawostek i porad na temat tego, czy i jak zmieniać podejście do projektowania e-szkoleń, a zwłaszcza kursów online w 2022 roku. 

To może być dla Ciebie odkrywcze, a może już to znasz - to tym lepiej.


Co to się wyrabia na rynku edukacji online?


Po epidemicznej erupcji paniki w branży edukacji online, rynek zaczął zastygać niczym lawa w przeróżne formy. 

Czas się temu przyjrzeć na nowo, ponieważ branża na świecie wchodzi w czwartą falę zmian na rynku .


Cztery fale - Trochę ciekawej historii o rynku kursów online




Pierwsza fala: MOOC

Nowoczesna era edukacji online rozpoczęła się około 2008 roku wraz z uruchomieniem pierwszych kursów MOOC (Massive Open Online Courses). Czyli powszechnie dostępne (często darmowe) kursy oferowane przez światowe uniwersytety i duże organizacje. 

Jednak po okresie euforii okazało się, że tego typu kursy cechuje niski wskaźnik ich kończenia, co dało impuls do próby upowszechniania kursów poza organizacje edukacyjne. 

Tak przeszliśmy do fali drugiej



Druga fala: Platformy z gotowymi kursami

Druga fala – Marketplaces – zaczęła nabierać kształtu około 2010 roku. Firmy typu Udacity, SkillShare, Lynda oferowały platformy, na której każdy mógł stworzyć dowolny kurs, jaki chciał. 

Po raz pierwszy niezależny instruktor (nie tylko profesorowie z doktoratem) mógł stworzyć kurs i oferować go do sprzedaży na całym świecie bez konieczności budowania własnej platformy dostarczania. 

To spowodowało boom na treści, ponieważ wystawienie kursu do sprzedaży było niezwykle łatwe. Do dzisiaj, chcąc wejść do Udemy dostajesz pełną instrukcję nagrania.

Największe gwiazdy tej drugiej fali zaczęły zdawać sobie sprawę, że rezygnują ze zbyt wielu rzeczy:

  • ze znacznego procentu swoich zarobków, 
  • kontroli cen i doświadczeń kursantów,  i co najważniejsze,
  • bezpośredniego związku z uczniami. 

Zostawali bez adresów e-mail i szczegółów płatności swoich klientów zawsze byli na łasce platformy.

Najlepsi instruktorzy zaczęli opuszczać te targowiska, zabierając ze sobą szybko rosnącą publiczność. Ten exodus wywołał trzecią falę: Własne platformy LMS i narzędzia wspomagające.



Trzecia fala – zwana Toolkits

Najlepsi instruktorzy z poprzedniej fali zaczęli już zarabiać znaczne pieniądze na nauczaniu online. Chcieli budować prawdziwy biznes na własnych warunkach, a nie na platformach, na których nie mieli nic do powiedzenia. Wymagało to od nich kontroli dystrybucji, cen i relacji z klientami.

Zestawy narzędzi — wprowadzone przez firmy takie jak Thinkific , Kajabi i Teachable, a dzisiaj mnóstwo wtyczek kursowych i gotowych platform kursowych Tutor, LearnDash, polskie platformy Myvoid, Wpidea, Webtoleran, Telestudent) pozwalają na skuteczne zarządzanie kursantami i treścią. 

W ślad za tymi rozwiązaniami przyszedł software pomocniczy. To generatory lejków sprzedażowych, systemy poczty mailowej, buildery stron lądowania itp. 

Ograniczenia modelu zestawu narzędzi  zaczęły się ujawniać na świecie około 2017 roku. Choć ta trzecia fala była inspirująca, wymagała od instruktorów zbyt wiele. Nie tylko znajomość wielu rodzajów technologii, ale także umiejętności marketingowych, aby przyciągnąć ciągły strumień klientów. Jednak ten model w Polsce wciąż jeszcze uznawany jest za rozwojowy. Czy słusznie? Czytaj dalej.

Jednak już od jakiegoś czasu docierają do mnie sygnały, że obciążeni tak wieloma obowiązkami i kompetencjami przy tworzeniu kursu - twórcy prawie nie poświęcają uwagi podstawowej rzeczy - to jest jakości doświadczenia edukacyjnego u uczniów. 

Wskaźniki ukończenia tych „kursów we własnym tempie” pomimo prób wbudowywania elementów grywalizacji, qiuzów nie są dużo lepsze niż poprzedzających je kursów MOOC. 3-7 procent  ( źródło)

Widzę to niestety u siebie i u moich kursantów. Bardzo mnie to zaczęło niepokoić i zarazem irytować.

Coraz cześciej ja i moi znajomi twórcy obserwują, że klienci choć entuzjastycznie kupują mnóstwo kursów, to zostawiają je „na potem”. W efekcie tylko po to, by mieć poczucie „zajętości” i patrzeć, jak zbierają cyfrowy kurz. 

Mam wrażenie, że stało się jednak jasne, że kursy we własnym tempie wymagają od kursanta zbyt wiele ze względów umiejętności i dyscypliny organizacji: czasu, energii i wymagają zbyt wiele poświęcenia.

Stosunkowo niewiele osób potrafi zdobyć się na samodyscyplinę, aby samodzielnie przejść przez liczne moduły filmów, czytania, ćwiczeń quizów.

Wydaje mi się, że obietnice kursów we własnym tempie już coraz bardziej zniechęcają ludzi do całego pomysłu i powoli dają branży kiepską reputację. Ja będę od tego odchodził. 

W Polsce ten trend jeszcze trwa w najlepsze, a tymczasem od 2021 - na świecie - nauka online po raz kolejny mocno ewoluowała. 

Pierwsze trzy fale rozwiązały problemy instruktorów: jak zdobyć treści online, jak zarabiać pieniądze i jak zdobyć publiczność. Teraz wahadło w końcu przesuwa się na problem uczniów: jak niezawodnie osiągnąć obiecane im wyniki.



My w PL – jak zwykle w tyle. 

Rok 2021 był wręcz eksplozją twórców kursów online różnej maści w Polsce. 

Jest sporo osób, które jak ja starają się dać najlepsze jakościowo rozwiązania, ale dookoła Internet i tak bombarduje ludzi, którzy zaczynają nagrywać kursy - różnymi dziwnymi ( dla mnie ) poradami. 

Mój nr 1 -to porada - „…nagrywaj lekcje tak, żeby kursant nawet w toalecie mógł je przerobić”. 

(Co? Poznawanie treści na sedesie? No faktycznie nauka z d...)

Jeżeli cię intryguje, co było moim nr 2 - to jest to równie enigmatyczna porada - „poukładaj logicznie treść”.


Moda na „przerabianie kursów” wciąż żywa

Nienawidzę słów - przerobić kurs, przerobić lekcję etc.

Propagatorzy takiego myślenia chyba zachęcają nie do nauki, ale do „odfajkowania”, „odbębnienia”, czy jak mówi moja córka do „mienia tematu z bani”.

Podobno uczestnicy, którzy tylko przerobią do końca kurs — będą już tak zadowoleni, że będą się chwalić Twoim kursem na lewo i prawo – co zapewni Ci darmowy marketing. 

Ja dodam, że stanie się to jednak raczej nie po samym przerobieniu, ale wtedy, gdy przejdą do końca i będą mieć efekty, odczują transformację i nabędą motywujące poczucie sprawstwem, że już potrafią i mogą. 

Ale co ja wiem. 20 lat w branży i 6 w online. Dinozaur, czy... jakoś tak.


Ok. Boomer!

I gdy tak to analizowałem wszystko pod koniec roku i teraz podczas choroby  — po prostu przelało mi się, bo widzę niekończącą się historię.

Wysyp setek kopii z kopii różnych (w tym moich) kursów online i dziesiątki osób, które tworzą coraz liczniejsze scam-kursy.

Oferta prostych kursów poradnikowo-informacyjnych namnaża się się chyba wykładniczo.


Jak wspomniałem, wiele głosów ze świata edukacji online zaczyna coraz głośniej mówić, że jesteśmy w epoce post-treści. 

Kiedyś treści edukacyjne online były rzadkością i przez to były głównym punktem sprzedaży dla wielu osób i instytucji.

Dzisiaj jest już wszystko za darmo w Internecie. Tony treści tekstowych, tysiące godzin wideo, tysiące webinariów.

Łatwo nagrać wiedzę – trudno ją sprzedać. Bo wiedza chce być wolna. Pisałem jeszcze nieśmiało o tym m.in tutaj 

Przechodzenie kursu online  w trybie solo - czyli „Zrób to sam”, wymaga potężnej determinacji i motywacji



Czas prawdy? 

Czwarta fala: To tzw. kursy kohortowe

Z angielskiego CBC: cohort-based course.

Te kursy szczycą się wskaźnikiem ukończenia >80%.

To po prostu grupa kursantów, która rozpoczyna i kończy kurs w tym samym czasie, wszyscy przechodzą przez lekcje w tym samym czasie. 

W rezultacie kohorta (grupa) zapewnia uczestnikom bardziej interaktywne, wciągające wrażenia, a uczestnicy kursu dzielą się między sobą własnym zrozumieniem i zastosowaniem materiału kursu. 

Kohorta zapewnia większe prawdopodobieństwo, że uczniowie ukończą kurs i będą w stanie skutecznie zastosować materiał.

Ja już dawno propagowałem takie formuły kursów online pod nazwą „Zrobimy to razem (ZTR)”. I już od lat stosowałem. Znam też kilku twórców, którzy z powodzeniem stosują je w swoich projektach. Są to m.in. kursy coachingowe, pisarskie, korektorskie, programistyczne

(O strukturze „Zrób to sam” i dwóch innych sposobach na układanie treści i zarabianie w kursach online pisałem tutaj.



Czy warto spojrzeć już teraz na kursy kohortowe?

Absolutnie tak.

  • Po pierwsze - są idealne dla przyzwyczajonych do realu trenerów, coachów i instruktorów, ponieważ dość dobrze mogą symulować zjawiska pracy na sali. 
  • Po drugie – poznając strukturę i zasady tworzenia kursu kohortowego, trener ma od razu gotowca do projektowania dowolnego szkolenia online lub całego cyklu.
  • Po trzecie – są lepiej skalowalne biznesowo niż pojedyncze szkolenia online. Lepiej się opłacają
  • Po czwarte – są relacyjne i wywołanie w nich mechanizmów dynamiki grupowej jest możliwe w online – a był to najczęściej podnoszony i największy problem dla trenerów salowych.
  • Po piąte przeważnie nie są dla początkujących. Są dla osób, które już coś robiły, wiedzą, że to treść dla nich. Mają potrzebę profesjonalizacji działań. To grupa osób z poziomu tzw. świadomej niekompetencji – więcej o poziomach kompetencji [ https://jacekwolniewicz.pl/drabina-kompetencji-dlaczego-warto-znac-ten-model/]. Daje to możliwość wyższych wycen i wejścia w głębokie wartościowe dopasowane uczenie.
  • Po szóste – kursy kohortowe bazują na regularnych spotkaniach praktyków. To coś pomiędzy klasą szkolną, a mastermindem. Mogą być wyłącznie online, w formule blended learningowej lub jako typowa hybryda (część grupy jest online – część w tym samym czasie jest na sali szkoleniowej). U mnie spotkania online są uzupełnienie formami e-learaningu do „przerobienia” 
  • Po siódme – mają zaprojektowany wyraźny koniec procesu. Często poparty wykonaniem zadania i jego oceną. To trochę upodabnia kurs kohortowy do formuły Boot Campu lub po „naszemu” Wyzwania, które często widać w social mediach.
  • Po ósme – przez sam fakt aktywnej obecności instruktora/ trenera i jego dostępności w trakcie kursu kohortowego jego cena (w zależności od tematyki i poziomu) może być wyższa i jest akceptowalna na rynku. Mówię tutaj o kohortach wycenianych na 1.500 – 10.000 zł za cykl 6-24 tygodniowy.
  • Po dziewiąte – pozyskanie klientów nie wymaga tak zaangażowanego marketingu, jak w przypadku masowych kursów online – w formule „Zrób to sam”. Więcej uwagi trzeba włożyć w dobór grupy niż jej liczbę.
  • Po dziesiąte wreszcie – taki kurs kohortowy nie potrzebuje wielu narzędzi. W zasadzie nie potrzebujesz platformy e-learningowej LMS lub kursowej – chociaż korzystanie z pewnych funkcji zaszytych w platformach tego typu, zdecydowanie pomaga organizacyjnie. Klasyczne kursy online potrzebują też platformy do hostingu lekcji wideo, automatyzacji sprzedaży, blokady dostępu, generowania raportów oglądalności etc. W kursie kohortowym tego nie musisz mieć. Kurs kohortowy można wystartować, mając tylko program klasy ZOOM lub program do webinariów, system mailingowy, miejsce na spotkania i dyskusje QA typu Discord, Slack, a nawet tylko zamkniętą grupę na Facebooku.

Jak widać, dla wielu osób z branży - to może być strzał w dziesiątkę.

Wiedza już jest w sieci za free, a większość instruktaży wideo masz na YouTube. Czas robić inaczej.

Ta czwarta fala idzie już do nas z USA, a znając historię i tempo wdrażania rozwiązań w świecie e-learningu, to temat wybuchnie z pełną siłą u nas za około rok.


Warto zająć pozycje już teraz i się przygotować. 

Jeżeli tak się stanie, to cała rzesza pseudo-edukatorów zniknie. Ich działalność oparta o proste info-produkty przestanie się po prostu opłacać. 

Sądzę, że dla osób z doświadczeniem i dobrą wiedzą kurs kohortowy będzie świetnym wyborem.
Jak zauważysz, pod pewnymi względami te rozwiązania wcale nie są dla nas nowe.

Uczyliśmy się już tak od podstawówki do studiów. 

Zawsze razem z naszymi rówieśnikami, w interakcji w czasie rzeczywistym, pod okiem nauczyciela. Pandemia wymusiła wiele zmian.

Wielu trenerów intuicyjnie korzysta w online z założeń kursów kohortowych. 

Do niedawna ten kohortowy format edukacyjny nie był łatwy do udostępnienia online. 

Dopiero popularyzacja programów do wideo konferencji i webinarów jak np. Zoom i dostęp do szybkiego Internetu, sprawiły, że wideokonferencje w dużych grupach i podpokojach są w zasadzie bezproblemowe i dla osób @technicznych. 

Mamy też możliwość pracować z aktywnością społeczną.


Jednak drugą najważniejszą cechą - po aktywności społecznej w tym procesie   kursów kohortowych jest "jakość" prowadzącego. Tutaj amator kopiowania poradników z Internetu do wersji wideo sobie nie poradzi.

Trener musi być nie tylko praktykiem i znać na wylot tematykę. Powinien mieć (moim zdaniem) wysokie kompetencje dydaktyczne - trenera, edukatora. 

Kurs kohortowy, to jednak poważne doświadczenie edukacyjne. 

Jest w nim spora odpowiedzialność.

To tyle na dziś. 

W kolejny wpisie podpowiem jakie dobre cechy powinien mieć kurs kohortowy i omówię moje case-study i osób, które mają z tą formą doświadczenia.


A teraz jestem bardzo ciekawy, co sądzisz o kursach kohortowych.

  • Czy może masz już doświadczenia jako trener lub uczestnik z takim typem kursu.
  • Może chcesz w jakimś kursie tego typu wziąć udział?

Napisz do mnie tutaj w komentarzu lub na jacek.wolniewicz@akademiatrenera.online

Pogadajmy.

Dziękuję i do usłyszenia

.

ZOSTAW KOMENTARZ